Choć stoi na zamknięciu ulicy świętego Jana i widać go z Rynku, to rzadko gości na trasach wycieczek po stołecznym i królewskim mieście Krakowie. Nic dziwnego, skoro przez większość czasu jest zamknięty i nie można go zwiedzać. A szkoda! Kościół pijarów to jedna z pereł krakowskiej architektury XVIII wieku, bez wątpienia zasługuje na uwagę, więc przyjrzyjmy mu się bliżej!

20160613_153637

Pierwsze co zwraca uwagę, kiedy podchodzimy do kościoła od strony Rynku to jego smukła i elegancka fasada. Powstała ona w dwóch etapach. Najniższa kondygnacja z wysokimi i gładkimi pilastrami (czyli tymi płaskimi „kolumnami” wtopionymi w mur) to dzieło architekta całego kościoła – Kacpra Bażanki. Dwie wyższe kondygnacje doprojektował jakiś czas później Franciszek Placidi. I widać, że stylistyka już się wtedy zmieniła. To, co zaprojektował Placidi jest bardziej ornamentalne – na przykład pilastry dostały ozdoby, inny kształt ma okno, a najwyższa, trzecia kondygnacja fasady to właściwie tylko wolnostojący parawan z dzwonem zawieszonym na osi kościoła. Tak, jakby im bliżej nieba były poszczególne części budynku, tym lżejsze się one stawały.

20160612_142912

Franciszek Placidi zaprojektował też schody, które stoją przed kościołem. Na osi, pod wysokim, kamiennym łukiem piękna krata z iluzorycznym efektem głębi zamyka schody prowadzące w dół. Z boków rozciągają się dwa biegi schodów symetrycznie prowadzące na poziom górnego kościoła. W bardzo pomysłowy sposób Placidi rozwiązał problem braku miejsca w wąskiej ulicy – sklepienie nad dolnymi schodami posłużyło mu jako ławeczka przed głównym wejściem do kościoła. A skoro stoimy już przed głównym wejściem, to wejdźmy do środka!

20160611_152152

Wnętrze kościoła wygląda tak, jakby ktoś zaplanował zamknąć w jednym budynku wszystko to, co najlepsze w XVIII-wiecznej architekturze.

A zatem mamy pastelowe barwy – zarówno detali architektonicznych jak i malarstwa. Dominuje przygaszony róż. Delikatnie podkreśla go złocenia niektórych dekoracji.

20160612_142222

Fresk na sklepieniu to dzieło Franciszka Ecksteina. Zdaje się zacierać granicę między tym, co zbudowane, a tym, co namalowane. Jakby sklepienie a razem z nim niebo otwierało się nad głowami zgromadzonych wiernych.

Stiukowe dekoracje połyskują, prowadząc nasz wzrok przez kolejne przęsła nawy aż do ołtarza, gdzie czeka na nas efekt specjalny rodem z późnego baroku.

20160612_142232

Cały ołtarz – jego architektoniczna oprawa – jest namalowany na wklęsłej ścianie. Po bokach freski udają, że ściany prezbiterium ciągną się dalej – za rzeczywistym końcem budynku. Na osi budynku wznosi się namalowana monumentalna dekoracja architektoniczna. Kolumny, rzeźby, gzymsy – wszystko w poprawnych zbiegach, które mają oszukiwać ludzkie oko. I faktycznie – na pierwszy rzut oka, nawet dzisiaj ta kompozycja może nas zmylić przy wejściu do budynku. W samym jej centrum jest otwór, przez który widać obraz. Jednak jest on dużo jaśniejszy niż otaczająca ściana. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że to pewnie jakieś światło elektryczne go podświetla (pewnie dzisiaj jest tam jakaś lampka, która wspomaga efekt). Ale w XVIII wieku uzyskanie takiego efektu było możliwe wyłącznie za pomocą sprytnego użycia okien, których jednak nie mógł zobaczyć widz.

20160613_153825

Jak to udało się zrobić widać na zewnątrz kościoła – obraz umieszczony jest w maleńkiej dobudówce za właściwą ścianą zamykającą prezbiterium – całe jej boczne ścianki wypełniają okna, które oświetlają obraz „nadprzyrodzonym” światłem. Może nie jest to kino 3D, ale 250 lat temu musiało robić kolosalne wrażenie.

20160612_142201

Więc jeśli będziecie w Krakowie i będziecie chcieli przenieść się na chwilę w XVIII wiek z całą jego trochę przesadną teatralnością i iluzorycznością, to koniecznie spróbujcie odwiedzić ten kościół (ale musi dopisać Wam szczęście, aby akurat był otwarty).

A jeśli wolicie gotyk, to mamy dla Was także coś krakowskiego:

Tags: , , , , , , ,