Nie ma się co oszukiwać. Słowo „deweloper” nie kojarzy się najlepiej.

Myślę, że w powszechnym odbiorze deweloper budowlany pod względem standardów etycznych plasuje się gdzieś pomiędzy „magnatem naftowym” z filmów ze Stevenem Seagalem a Januszem Traczem z „Plebanii”.

No i umówmy się – w wielu przypadkach pewnie słusznie. Tylko ostatnie miesiące przyniosły informacje o warszawskich deweloperach, którzy przejmowali szkolne boiska pod bloki, czy chcieli burzyć dziewiętnastowieczne budynki, by na ich miejscu postawić wieżowce. Nie wspominając o (często skutecznych) naciskach na władze miasta w celu poluzowania limitów wysokości zabudowy…

A jeśli jeszcze deweloper jest jednocześnie międzynarodową korporacją, to chyba tylko MacGyver z Drużyną A mogą dać mu radę.

Aby walczyć z negatywnym stereotypem zaborczego i cynicznego kapitalisty wielkie korporacje sięgają po działania, które nazywa się CSR – Corporate Social Responsibility, czyli po naszemu odpowiedzialność społeczna biznesu. Zakładają fundacje, organizują pomoc charytatywną, zwiększają świadomość społeczną poważnych problemów i eksponują w „pijarze” działania, które podejmują, aby im przeciwdziałać. CSR ma pomóc korporacjom zmieniać świat na lepsze, a jego zwolennicy utrzymują, że potrafi także podnieść efektywność i zyski przedsiębiorstwa.

Jak może wyglądać taka „odpowiedzialność społeczna” u dewelopera? Też może wydać broszurkę, zrobić kampanię albo wpłacić środki na cel charytatywny, ale moim zdaniem byłby to tylko kwiatek do kożucha, gdyby wciąż zabudowywał przedszkola i burzył zabytki. Deweloperzy w odróżnieniu od wielu innych korporacji mają jak najbardziej realny wpływ na rzeczywistość. Zmieniają ją burząc stare i budując nowe budynki, zabudowując wolne przestrzenie, organizując placyki i skwerki wokół swoich budowli. To jest prawdziwy wpływ na świat. Jakieś miejsce może już nigdy nie być takie samo, ponieważ deweloper zrobił to, co jest jego rolą – „wydewelopował” jakąś inwestycję.

I właśnie to jest okazja do tego, aby pokazać, co dla danej firmy znaczy CSR w praktyce. Czy są to tylko slogany, które dobrze wyglądają w komunikatach prasowych, czy jest to rzeczywista część polityki firmy – prawdziwa odpowiedzialność za swoje inwestycje przed lokalną społecznością.

Moim zdaniem, jeśli ktoś bierze się za budowę czegoś, co ma stać wiele lat i współtworzyć nasze miasta, to jego obowiązkiem jest zbudować to porządnie. Porządnie i jeśli chodzi o materiały i jakość wykonania, i wygląd budynku. Zabudowując jakiś teren powinniśmy robić wszystko, by go nie zniszczyć, ale choć trochę ulepszyć czy uporządkować nową inwestycją okolicę.

Budując, możemy też do naszej inwestycji dołożyć coś ekstra.

W Architecture is a good idea kilka razy występowało warszawskie osiedle na Targówku, którego deweloper zbudował publiczny przystanek na linii kolejowej oraz za symboliczną złotówkę przekazał miastu zbudowane przez siebie drogi. Można oczywiście zarzucić, że raczej myślał tutaj o swojej korzyści, bo bez tych dróg i bez tego przystanka osiedle byłoby dużo mniej atrakcyjne dla kupujących i zamiast sukcesem mogłoby się okazać porażką. Jednak kilka lat temu inny deweloper zażądał od miasta kilkudziesięciu milionów złotych za działki pod drogi na Wilanowie, chociaż z pewnością na wizualizacjach, które pokazywał kupującym mieszkania były i chodniki, i drogi, i jeżdżące nimi samochody.

Osiedle Wilno w Warszawie, widoczna zbudowana przez dewelopera pętla autobusowa i przystanek kolejowy, w tle wieżowce w centrum Warszawy

Ale prawdziwe olśnienie, jak może i powinna wyglądać społeczna odpowiedzialność w biznesie deweloperskim przyszło do mnie na wycieczce do Londynu, na którą wybraliśmy się z HB Reavis – grupą deweloperską, która ma realizacje na Słowacji, Węgrzech, w Polsce, Czechach a także w Londynie. Można więc powiedzieć, że łączy w sobie wszystko to, co sprawia, że wielkie firmy wydają się być nieludzkie i złowrogie – jest międzynarodową korporacją, zatrudniającą setki ludzi, która buduje biurowce i centra handlowe.

20 Farringdon Street, widok od strony wejścia, materiały inwestora

Przy 20 Farringdon Street w samym sercu City, HB Reavis na miejscu 9-piętrowego budynku wznosi nowy, 12-piętrowy. Wydaje się, że budynek będzie porządny – trwały i estetyczny. Pewnie gdyby było inaczej, to nikt by nie wynajmował w nim powierzchni biurowych. Więc gdzie tu jest CSR?

Z tyłu.

Budynek jest położony pomiędzy ulicą Farringdon a niewielkim placykiem Fleet Place. Ponieważ jego poprzednik był zdecydowanie niższy, to architekci sąsiedniego budynku (który styka się z działką HB Reavis, czyli stoi w zabudowie zwartej) wykorzystali tę różnicę wysokości i architektonicznie zaakcentowali swój narożnik. Pofalowali ściany, by wyglądały trochę jak potrzaskany kryształ albo gigantyczne kostki lodu.

No i nowym budynkiem można było to spokojnie zasłonić. Wykorzystać w całości dostępną przestrzeń, nie przejmując się tym, że ktoś kiedyś obok postawił budynek z niebanalnym narożnikiem. W końcu, po zbudowaniu nowego 12-piętrowego biurowca przy 20 Farringdon ten narożnik przestałby być taki znowu narożny.

Górne piętra 20 Farringdon Street cofnięte tak, aby odsłonić atrakcyjną architekturę sąsiedniego budynku, materiały inwestora

Ale zdecydowano inaczej. Deweloper zrezygnował z cennych metrów kwadratowych na wyższych piętrach (no i z potencjalnych zysków z ich wynajmu), by odchylić nieznacznie elewację tak, aby pokazać atrakcyjną architekturę sąsiada. Tomas Jurdak, CEO HB Reavis w Londynie poetycko opisał ten zabieg, że „wzburzona woda” sąsiada spływa po „skalnej kaskadzie” 20 Farringdon Street.

Zyskały na tym oba budynku – pofalowany narożnik sąsiada jest wciąż widoczny, 20 Farringdon atrakcyjnie, wachlarzowato cofa się na wyższych piętrach. Ale zyskał też placyk – bo nowy budynek wzbogaci jego wygląd i Fleet Place będzie po prostu troszkę ładniejszy – na czym skorzystają wszyscy, którzy będą odwiedzać to miejsce, bo przecież chyba wszyscy wolimy przechodzić przez miejsca ładne niż brzydkie.

 

Tags: , , , , , , , ,